Michalina Ossowska

Bodypositive

Montując jedną z rolek pomyślałam, że podzielę się z Wami moim zdaniem na temat bodypositive️ i odkryję się trochę przed Wami… Temat, który chcę poruszyć nie jest łatwy, ale bardzo ważny. Osobiście uważam, że trzeba o nim mówić. Ciałopozytywność to nic innego, jak akceptowanie swojego ciała. Tylko wiecie, jeśli ktoś potrzebuje akceptacji ze świata, żeby zaakceptować siebie, to wtedy nie zawsze jest to proste. 

Samoakceptacja jest ważna dla nas i naszych dzieci

W podstawówce i liceum nie miałam nawet grosza akceptacji dla siebie, zawsze uważałam się za dużą. Miałam wrażenie, że tak postrzega mnie otoczenie.  Nie znałam wtedy pojęcia bodypositive. Faktycznie, byłam jedną z krąglejszych dziewczyn. Z badań opublikowanych w najnowszym raporcie Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że aż 39% dziewczynek w wieku 11 lat uważa, że są “za grube”. Takie samo zdanie na swój temat ma aż 52% dziewczyn i 31% chłopców w wieku 15 lat. Znaczna większość dzieci poddanych badaniu nie czuje akceptacji i wsparcia ze strony znajomych i rodziny. 

Z biegiem czasu, kiedy ważniejsze stawało się dla mnie to, co ja myślę, a nie inni, to zmieniała się też akceptacja mojego ciała. Owszem, jak tylko waga idzie w górę, to poziom akceptacji dla siebie maleje, ale nie ze względu na to jak wyglądam, a jak się sama ze sobą czuję. Bo za nadwagą i otyłością nie idzie tylko zmiana wyglądu, ale przede wszystkim wpływa to na nasze zdrowie. 

Bodypositive w ciąży

W pierwszej ciąży, zamiast cieszyć się tym, że noszę moją wspaniałą córeczkę pod sercem, zastanawiałam się, ile przytyję i czy będzie mi ciężko zrzucić nadprogramowe kilogramy. Kontrolowałam swoje jedzenie maksymalnie. Niestety przez pierwsze 3 miesiące musiałam leżeć i nie mogłam nawet pomyśleć o jodze dla ciężarnych. Po narodzinach Oli okazało się, że mam stan zapalny tarczycy i nadprogramowe kilogramy spadły same. Wraz z nimi zgubiłam też połowę włosów, których nie odzyskałam do dziś.  Za to kilogramy wróciły z nawiązką po drugiej ciąży. 

Wiele kobiet w ciąży nie akceptuje siebie, boi się o swoją wagę. Zamiast skupić się na tym co ważne, kilkanaście razy dziennie analizują swój wygląd. Jest to jednak zrozumiałe, bo według informacji zamieszczonej na portalu mjakmama24.pl nadmierny przyrost wagi w ciąży dotyczy 41%  kobiet. Zdaniem lekarzy kobieta w ciąży nie powinna przytyć więcej niż 18 kg. Taki wzrost wagi nie powinien wpłynąć negatywnie na jej zdrowie i samopoczucie.

Czuję się dobrze w swoim ciele

Obecnie, będąc mamą dwójki dzieci, po studiach psychologicznych i kilku terapiach mogę powiedzieć: dobrze czuję się w swoim ciele. I tak się zastanawiam, ile z Was powie na głos: lubię siebie, podobam się sobie? 

Znam wiele osób, które noszą rozmiar XS, S, M i nie akceptują siebie czy swojego ciała. Uważają, że mają za duży brzuch, za małe piersi, nie taki podbródek. Słysząc te uwagi, zawsze się zastanawiałam, o co im chodzi? Przecież są piękne. Równocześnie znam też parę osób w rozmiarze L czy XL, które kochają swoje ciało i akceptują siebie w pełni. Czasami tak jest, ponieważ od początku były otoczone osobami, które akceptowały je i kochały takie, jakie są. Czasami jest to praca w postaci diety i ćwiczeń, czasem praca w postaci terapii. 

Jaki z tego płynie wniosek? To czy akceptujemy siebie i kochamy swoje ciało, nie wynika z naszego rozmiaru, a z tego co jest w naszej głowie. Z badań przeprowadzonych przez Jennifer Crocker specjalizującą się w psychologii społecznej na Ohio State University, 9 na 10 kobiet zadeklarowało, że “wolałoby mieć amputowaną nogę niż nadwagę”. Mnie to stwierdzenie poraziło i przeraziło bo o ile amputacja jest permanentna, to nadwaga już nie.

Tylu ilu jest ludzi na świecie, tyle jest rodzajów sylwetek i typów urody. Każdy jest inny, ale piękny na swój sposób. Najważniejsze, żeby nie popadać ze skrajności w skrajność i dbać o siebie, nawet jeśli mamy kilka nadprogramowych kilogramów lub niedowagę. 

Praca siedząca? Ruch to podstawa!

W pracy Wirtualnej Asystentki spędzam każdego dnia kilka do kilkunastu godzin w pozycji siedzącej. Z tego względu w ostatnim kwartale 2021 roku postanowiłam wprowadzić dwie ważne zmiany w moim życiu.

1. Regularnie trenuję

Początkowo było bardzo ciężko, nawet nakręciłam o tym rolkę. Pamiętam, jak osoby, które regularnie trenują, mówiły mi: “zobaczysz, to przestanie być trudne, zmienisz to w nawyk”. Nie wierzyłam. Tak naprawdę dalej nie zgadzam się z tym, że dbanie o siebie przestanie być trudne. To jest strasznie trudne. Ale warto. I rzeczywiście po pewnym czasie zmienia się to w nawyk. Kiedy wypadnie mi coś niespodziewanie i muszę zrezygnować z treningu, to najpierw próbuję go przesunąć na inną godzinę. Staram się nie rezygnować i nie odpuszczać. Od kiedy trenuję, czuję się o niebo lepiej. I polecam to każdemu. A już w szczególności tym, którzy spędzają większość dnia przed komputerem.

2. Zmieniłam samochód na rower i nogi

Wynika to z dwóch czynników: mieszkam w centrum miasta i w zasadzie większość rzeczy jestem w stanie załatwić nie wsiadając do samochodu. Druga sprawa to korki i ceny za parking. Uwierz mi, szybciej jestem w stanie pojechać rowerem na pocztę czy do urzędu miasta niż wybrać się tam samochodem. Jednak muszę przyznać, że w zimie stawiam na samochód. Parę razy wybrałam się rowerem i jakoś nie było to dla mnie nic przyjemnego.

Zdrowe odżywianie to połowa sukcesu

Chciałabym jeszcze wprowadzić jedną zdrową zmianę: regularne, odpowiednio zbilansowane posiłki. Obawiam się jednak, że to będzie dla mnie trochę jak wejście na Mount Everest. Nie powiem, w swoim życiu wprowadzałam odpowiednio zbilansowane diety wielokrotnie, jednak stare nawyki zawsze do mnie wracają. Nie potrafię całkowicie zmienić podejścia do jedzenia, a jak tylko zaczynam robić drobne odstępstwa, to pstrykam palcami i odpowiednio zbilansowana dieta jest już tylko snem, z którego nagle się obudziłam. Znasz to? 

Jak wynika z artykułu opublikowanego na portalu dietetycy.org.pl, większość ludzi nie zjada 5 posiłków dziennie. Najczęściej pomijamy śniadania, które powinny stanowić podstawę zdrowego i racjonalnego odżywiania. Czas to zmienić!

Podsumowując, bycie bodypositive to nie tylko mówienie o akceptacji siebie. W moim odczuciu to dbanie o siebie, działanie z szacunkiem dla siebie i swojego ciała. A jakie jest Wasze zdanie na temat bodypositive? Jaki macie stosunek do sportu? Lubicie spędzać aktywnie wolny czas? 

Koniecznie dajcie znać w komentarzu!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.